Scenariusz jest zawsze ten sam. Oglądasz reklamę na YouTube: „Zrób własną stronę w 15 minut! Bez kodowania!”. Myślisz sobie: „Jestem bystry, ogarnę to”. I faktycznie, po pierwszym wieczorze masz nagłówek i zdjęcie. Ale tydzień później, o 2:00 w nocy, walczysz z menu, które na telefonie zasłania pół ekranu, a formularz kontaktowy nie wysyła maili. Brzmi znajomo? Jako WordPress developer powiem ci brutalną prawdę: w 2025 roku technologia jest łatwiejsza, ale profesjonalne stworzenie strony samemu stało się trudniejsze. Przeczytaj, dlaczego samodzielna walka z motywem to często najdroższa decyzja, jaką możesz podjąć.
Pułapka „darmowych” kreatorów i nadwaga kodu
Większość osób zaczynających przygodę z WordPressem trafia na popularne wtyczki typu Page Builder (Elementor, Divi). One dają poczucie mocy – przeciągasz element, upuszczasz i gotowe. Ale co dzieje się „pod maską”?
Abyś ty mógł przesunąć jeden przycisk myszką, uniwersalny kreator musi wygenerować w tle dziesiątki linii zbędnego kodu. My w branży nazywamy to code bloat (nadmiar kodu).
- Efekt? Strona wizytówka, która powinna ważyć 500 KB, waży 5 MB.
- Konsekwencje: Google nienawidzi wolnych stron. Nawet jeśli twoja witryna będzie ładna, spadnie w wynikach wyszukiwania, bo nie spełni rygorystycznych norm Core Web Vitals.
Jako profesjonalista korzystam z nowoczesnego podejścia FSE (Full Site Editing) i natywnych bloków WordPressa. Piszę kod tylko tam, gdzie to konieczne, dzięki czemu strona jest lekka jak piórko i ładuje się błyskawicznie. Tego nie da się „wyklikać” na gotowcu.
Dług technologiczny, czyli problem odroczony w czasie
To jest aspekt, o którym nie mówi żaden poradnik na YouTube. Budując stronę samemu, metodą „prób i błędów”, zaciągasz dług technologiczny.
Co to oznacza w praktyce?
Instalujesz wtyczkę, która rozwiązuje twój problem „tu i teraz”. Potem kolejną. Potem zmieniasz motyw, ale stary zostawiasz „na wszelki wypadek”. Tworzysz strukturę, która działa dzisiaj, ale jest oparta na śmieciowym kodzie.
Za rok wyjdzie aktualizacja PHP na serwerze albo duża aktualizacja WordPressa.
- Strona robiona przez developera (zgodna ze standardami) przejdzie to bezboleśnie.
- Strona „wyklikana” na chybił-trafił rozsypie się w drobny mak, wyświetlając błąd krytyczny.
Naprawa takiej strony kosztuje zazwyczaj więcej niż postawienie nowej, bo programista musi godzinami odkręcać twoje tymczasowe rozwiązania.
Rzeczy, o których tutoriale zazwyczaj milczą
Samodzielne ustawienie wyglądu to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe, biznesowe problemy leżą tam, gdzie ich nie widzisz.
- Dostarczalność maili: Zrobiłeś formularz kontaktowy i on „niby” działa. Ale czy wiesz, że bez konfiguracji SMTP wiadomości od klientów często wpadną prosto do ich folderu Spam? Albo w ogóle nie dojdą? To najczęstszy powód utraty zleceń u moich klientów, którzy robili stronę sami.
- Bezpieczeństwo: Instalowanie wtyczek typu „Security” to często droga donikąd. Takie wtyczki dają iluzję bezpieczeństwa, a same często są tak rozbudowane, że spowalniają stronę lub… posiadają luki. Prawdziwe bezpieczeństwo buduje się na poziomie serwera i plików konfiguracyjnych (zmiana prefixu bazy, blokada edycji plików, nagłówki bezpieczeństwa itp.), a nie instalując kolejny plugin. To standard, który zapewniam w ramach stałej opieki technicznej.
- Responsywność: To, że strona mieści się na ekranie twojego iPhone’a, nie znaczy, że jest responsywna. Często na tabletach czy telefonach z Androidem menu się rozsypuje, a przyciski są tak małe, że nie da się w nie kliknąć. Poprawne RWD wymaga testów i wiedzy o CSS, a nie tylko „zmniejszenia okna przeglądarki”.
Pojedynek: ty kontra developer
Zebrałem twarde dane, żeby pokazać ci różnicę. Zobacz, jak wygląda proces tworzenia strony w obu przypadkach.
| Aspekt | Ty (metoda DIY) | Developer (ja) |
| Czas realizacji | 40-80 godzin (nauka + walka z błędami) | 3-6 tygodni (rzetelny proces projektowy) |
| Jakość kodu | Ociężały, dużo zbędnych skryptów | Czysty, lekki kod, zoptymalizowany pod Google |
| Bezpieczeństwo | Wtyczki dające iluzję ochrony | Hardening WordPressa i serwera bez zbędnych wtyczek |
| Koszt realny | Twój czas (np. 60h x 100 zł = 6000 zł) | Stała, z góry znana cena za usługę |
| Efekt za rok | Konieczność poprawek lub nawet nowej strony | Stabilnie działający system łatwy w aktualizacji |
Case Study: jak „darmowa” strona kosztowała klienta klientów
Żeby nie być gołosłownym – krótka historia z mojego podwórka (dane zanonimizowane).
Zgłosił się do mnie Michał, prowadzący lokalną firmę usługową. Pół roku wcześniej „wyklikał” sobie stronę na popularnym, darmowym motywie. Był dumny, bo zaoszczędził kilka tysięcy złotych.
Problem: Klienci dzwonili, że „strona nie działa na telefonie”, a formularz kontaktowy nie dochodził.
Diagnoza: Strona ładowała się 7 sekund (przez nieoptymalizowane zdjęcia prosto z aparatu) i miała 34 aktywne wtyczki, w tym trzy różne do „bezpieczeństwa”, które „gryzły się” ze sobą.
Rozwiązanie: Przepisałem stronę na czysty motyw FSE, wyrzuciłem 25 wtyczek i skonfigurowałem SMTP.
Efekt: Czas ładowania spadł do 1.1 sekundy. Liczba zapytań z formularza wzrosła o 30% w pierwszym miesiącu.
Wniosek? Michał przez pół roku tracił 30% potencjalnych klientów, bo jego „darmowa” strona ich odstraszała.
Policzmy wartość twojego czasu
To najważniejszy punkt dla każdego przedsiębiorcy. Wielu wpada w pułapkę pozornej oszczędności. „Zrobię sam, zaoszczędzę 3000 zł”. Czy na pewno?
Matematyka jest bezlitosna. Załóżmy, że twoja godzina pracy (jako specjalisty w swojej dziedzinie) jest warta skromne 100 zł.
- Nauka podstaw, wybór motywu, walka z konfiguracją domeny: ok. 40 godzin.
- Poprawki, szukanie rozwiązań na forach, walka z błędami mobilnymi: kolejne 20 godzin.
- Razem: 60 godzin x 100 zł = 6000 zł.
Właśnie „wydałeś” równowartość 6000 zł na stworzenie strony, która prawdopodobnie jest wolna, słabo zabezpieczona i którą będziesz musiał poprawiać. Za podobną lub nawet niższą kwotę miałbyś profesjonalne wdrożenie strony www, fakturę kosztową i – co najważniejsze – spokój.
Podsumowanie: kiedy warto robić samemu?
Bądźmy uczciwi – jeśli jesteś hobbystą, masz zerowy budżet i mnóstwo wolnego czasu – działaj sam. To świetna nauka i satysfakcja.
Ale jeśli budujesz narzędzie do zarabiania pieniędzy, nie stać cię na amatorszczyznę i ryzyko awarii w kluczowym momencie.
W 2025 roku wygrywają ci, którzy delegują zadania. Ty zajmij się swoim biznesem, a technologię zostaw mi. Zaufaj mi – profesjonalna strona zwróci ci się szybciej, niż myślisz.
Masz dość walki z „rozjeżdżającym się” motywem? Umów się na bezpłatną konsultację. Sprawdzę, czy twoją obecną stronę da się uratować, czy lepiej postawić ją od nowa na solidnych fundamentach.