Dlaczego twój sklep WooCommerce potrzebuje opieki technicznej, nawet gdy myślisz, że wszystko działa?

Start » Porady » WooCommerce » Dlaczego twój sklep WooCommerce potrzebuje opieki technicznej, nawet gdy myślisz, że wszystko działa?
Opieka techniczna WooCommerce - bezpieczeństwo i aktualizacje sklepu internetowego

Prowadzisz sklep na WooCommerce. Zamówienia wpadają, strona się ładuje, klienci nie dzwonią z pretensjami. Na pierwszy rzut oka – sielanka. W takiej sytuacji naturalnie myślisz: „Po co mam płacić co miesiąc za opiekę techniczną, skoro nic się nie psuje?”. Znam to podejście. Serio. I wcale się nie dziwię, bo nikt nie lubi płacić za coś, czego fizycznie nie widać.

Tyle że to strategia „na strażaka”. Dzwonisz po pomoc dopiero wtedy, gdy pożar już trawi twój dobytek. A w e-commerce ogień rozprzestrzenia się błyskawicznie.

Wyobraź sobie, że twój sklep to samochód dostawczy. Zarabia dla ciebie codziennie. Nawet jak jeździ idealnie, to wymieniasz olej i robisz przegląd, prawda? Nie czekasz, aż silnik zatrze się na środku autostrady z pełną paką towaru. Ze sklepami internetowymi jest identycznie. To, że „wszystko działa” dzisiaj, nie daje ci gwarancji na jutro.

Zajrzyjmy głęboko „pod maskę” twojego e-commerce. Pokażę ci, dlaczego opieka techniczna to nie zbędny koszt, ale twoja polisa ubezpieczeniowa.

Bezpieczeństwo to proces, a nie stan (i nie ma tu „zmiłuj”)

WordPress to najpopularniejszy system CMS na świecie. WooCommerce rządzi w e-commerce. Fajnie, prawda? Niestety, ta popularność ma też swoją cenę. Oba systemy są ulubionym celem ataków.

Często słyszę: „moja firma jest za mała, po co hakerzy mieliby mnie atakować?”. Błąd. I to duży.

Nie wyobrażaj sobie hakera w okularach przeciwsłonecznych i kapturze, który celuje konkretnie w twoją firmę. To tak nie działa. W 99% przypadków atakują automatyczne boty. Głupie skrypty, które skanują sieć 24 godziny na dobę. Szukają jednej rzeczy: nieaktualnej wtyczki lub luki w motywie albo WordPressie. Jeśli ją znajdą – wchodzą. Nieważne, czy sprzedajesz towar za miliony, czy rękodzieło za stówkę.

Co się dzieje, gdy odpuścisz temat bezpieczeństwa?

  • Przekierowania: Klient klika w produkt, a ląduje na zagranicznej stronie z… wątpliwymi reklamami (viagra, kasyna itp.).
  • Wyciek danych: Baza klientów trafia do sieci. Masz na głowie RODO i wściekłych ludzi.
  • Ban od Google: Twój serwer zaczyna wysyłać spam. Google to widzi i wyrzuca cię z wyników wyszukiwania (wyświetlając wielki, czerwony ekran ostrzegawczy każdemu, kto chce wejść na stronę).

W takiej sytuacji jedynym ratunkiem jest profesjonalne usuwanie wirusów. I choć sam koszt czyszczenia to jednorazowy wydatek, to prawdziwe straty są zazwyczaj znacznie wyższe. Rachunek za odwirusowanie to najmniejszy problem przy utraconych zamówieniach, przestoju sklepu i nadszarpniętym zaufaniu, którego nie da się tak łatwo odkupić. Profesjonalna opieka to po prostu pilnowanie, żeby nikt nie wyważył drzwi do twojego biznesu.

Efekt domina: InPost, PayU i aktualizacje

Widzisz w menu te czerwone kółeczka z cyframi? A pod każdą wtyczką link „zaktualizuj teraz”? Kuszą, żeby je kliknąć i mieć spokój. Ale boisz się trochę, że sklep się „rozsypie”. I wiesz co? Masz rację.

WordPress to puzzle. Masz tam silnik, motyw, WooCommerce, bramki płatności (PayU, BLIK), kurierów (InPost, DPD). Każdy komponent od innego producenta.

Wystarczy, że jeden z tych klocków przestanie pasować do reszty. Scenariusz z życia: wychodzi nowa wersja WooCommerce. Zmienia się w niej obsługa skryptów. Twoja wtyczka do mapy Paczkomatów jeszcze tego nie „umie”. klient wchodzi do kasy, chce wybrać Paczkomat… i nic. Mapa się nie ładuje. klient wychodzi. Ty nawet o tym nie wiesz, bo zamówienie nie wpadło.

Jak ja to robię, żeby nie zepsuć? W ramach opieki technicznej nie klikam „Aktualizuj” na żywym organizmie. To zbyt ryzykowne. Używam środowiska stagingowego. To kopia twojego sklepu 1:1, widoczna tylko dla mnie. Tam testuję zmiany. Dopiero gdy mam pewność, że płatności przechodzą, a Paczkomaty działają – wdrażam to na produkcji.

Szybkość ładowania – nikt nie lubi czekać

Baza danych twojego sklepu jest jak strych. Z czasem gromadzi się tam mnóstwo śmieci: stare wersje wpisów, logi błędów, dane po wtyczkach, które usunąłeś rok temu.

Efekt? Sklep zaczyna „zamulać”. Strona produktu „mieli się” 4 sekundy. W internecie to wieczność. klient nie będzie czekał – pójdzie do konkurencji, gdzie strona „śmiga”. Szybkość to też lepsze pozycje w Google. Wyszukiwarka premiuje strony, które ładują się błyskawicznie (spełniając normy tzw. Core Web Vitals), o czym na pewno powie ci każdy specjalista SEO.

Jako deweloper dbam o cyfrową higienę twojego sklepu. Wyrzucam śmieci z bazy, optymalizuję zdjęcia (żeby ważyły mniej, a wyglądały tak samo) i pilnuję wersji PHP na serwerze.

Backup – twoja jedyna polisa na „czarną godzinę”

Awarie się zdarzają. Może paść serwerownia (zdarza się nawet gigantom – patrz pożar serwerowni OVH w 2021 roku), pracownik może coś niechcący skasować, albo wpadnie ransomware i zaszyfruje pliki dla okupu.

Wtedy ratuje cię tylko backup. Ale uwaga – backup trzymany na tym samym serwerze co sklep to żaden backup. Jak pada serwer, tracisz wszystko: sklep i kopie zapasowe.

Jest jeszcze druga kwestia, kluczowa dla e-commerce: świeżość danych. Backup zrobiony 24 godziny temu to dla sklepu często za mało. Wyobraź sobie, że kopia robi się w nocy, a awaria następuje o 18:00 następnego dnia. Tracisz zamówienia i dane klientów z całego dnia handlowego.

Dlatego w moich wdrożeniach i opiece technicznej zasady są jasne:

  1. Kopie robią się same i lecą do zewnętrznej chmury.
  2. W najwyższym pakiecie opieki (np. Protect Max, oferowanym przez moją drugą markę ProtectWP) backupy wykonują się co godzinę. Dzięki temu w najgorszym scenariuszu tracisz minuty, a nie dni pracy.
  3. Co jakiś czas sprawdzam, czy da się je przywrócić (bo uszkodzony plik backupu to słabe pocieszenie).

Monitoring dostępności (Uptime) – wiesz pierwszy, nie ostatni

Najgorszy scenariusz? Sklep przestaje działać w piątek wieczorem. Ty odpoczywasz, nic nie wiesz. Dowiadujesz się dopiero w poniedziałek rano z maila od wściekłego klienta. Przez cały weekend firma była zamknięta, a ty straciłeś przychód.

W ramach wyższych pakietów opieki (takich jak wspomniany Protect Max) wdrażany jest profesjonalny monitoring Uptime.

Jak to działa w praktyce? Narzędzia sprawdzają twój sklep co kilka minut. Jeśli strona przestanie odpowiadać, system wysyła ci natychmiastowe powiadomienie (nawet SMS-em na telefon).

Dlaczego jest to kluczowe? Z mojego doświadczenia wynika, że 95% przypadków niedostępności strony to awarie po stronie firmy hostingowej, na które żaden programista nie ma bezpośredniego wpływu. Dzięki powiadomieniu nie żyjesz w nieświadomości. Dostajesz sygnał i możesz od razu zgłosić problem do swojego hostingu – nawet w weekend czy w nocy. To ty trzymasz rękę na pulsie i minimalizujesz straty.

FAQ – krótko i na temat

Czy hosting nie robi backupów za mnie? Robi. Zazwyczaj. Ale często trzyma je krótko (3 – 7 dni) i na tej samej maszynie. Odzyskanie ich bywa drogą przez mękę. W e-commerce musisz mieć własną, niezależną kopię. Kropka.

Mam mało produktów, czy naprawdę tego potrzebuję? Bota nie obchodzi wielkość twojego sklepu. Obchodzi go dziura w wtyczce. Mały sklep też przetwarza dane osobowe, a ich wyciek boli tak samo.

Mogę robić aktualizacje sam? Jasne. Tak samo jak możesz sam wymienić klocki hamulcowe w aucie. Pytanie brzmi: czy masz na to czas i czy wiesz, co zrobić, jeśli po aktualizacji strona zaświeci na biało (tzw. White Screen of Death)?

Podsumowanie: śpij spokojnie

Samo prowadzenie sklepu to wystarczająco dużo stresu. Logistyka, marketing, klienci… Czy naprawdę chcesz dokładać sobie kolejny etat jako „informatyk”?

Zamiast martwić się, czy wtyczka kuriera nie „gryzie się” z WordPressem, zajmij się sprzedażą. Bezpieczeństwo techniczne zostaw mi. Niezależnie od tego, czy masz klasyczny sklep WooCommerce, czy nowoczesne wdrożenie FSE.


Naprawianie awarii „na cito” (zwłaszcza w weekendy) zawsze wychodzi drożej niż stały abonament. Jeśli chcesz mieć pewność, że ktoś czuwa nad twoim biznesem – napisz do mnie. Sprawdźmy twój sklep, zanim zapali się kontrolka „check engine”.